Ostatnio w ramach rozwoju intelektualnego i rozszerzania horyzontów czytam literaturę dla dzieci. Wiecie, “Tajemniczy opiekun”, Bracia Lwie serce”, “Patty”, “Jana ze Wzgórza Latarni”, “Przyjaciel wesołego diabła” i tak dalej. No i ostatnio odświeżyłam Anię z Zielonego Wzgórza.
Kiedy wracam do książek i filmów, które czytałam albo oglądałam jako dziecko, zwykle przeywam lekki szok, bo zaczynam rozumieć jak wielki wpływ miały czasem na moje życie, na mój odbiór różnych postaci, na to jak czasem tworzę różne postaci, jaki mam albo miałam system wartości… Na naprawdę wiele rzeczy. Przy Ani również ten szok przeżyłam, ale uderzyło mnie w niej coś innego. No bo patrzcie:
“- (…) Życie moje jest prawdziwym cmentarzem nadziei. Przeczytałam kiedyś to zdanie w jednej z książek i odtąd pocieszam się nim, ile razy doznaję jakiegoś rozczarowania.
- Chciałabym wiedzieć, co stanowi tę pociechę? – rzekła Maryla.
- To, że wyrazy te brzmią romantycznie i elegancko, jak gdybym była bohaterką jakiejś powieści. Szalenie lubię wszystko, co romantyczne, a cmentarz pogrzebanych nadziei jest chyba czymś najbardziej romantycznym… Prawie że rada jestem, iż go posiadam.”
Coś świta? To spójrzcie jeszcze na to:
” – (…) Kordelia, przypuszczając, że są same, pchnęła Geraldinę do wody, śmiejąc się szyderczo >>Cha, cha, cha!<< Tymczasem Bertram, znajdujący się w pobliżu, spostrzegł to i rzucił się w fale wołając: >>Uratuję cię, moja niezrównana Geraldino!<< Niestety jednak, zapomniał, że nie umiał pływać i utonęli oboje, trzymając się mocno w objęciach. Wkrótce potem fale wyrzuciły ich ciała na brzeg. Zostali pochowani we wspólnym grobie, a pogrzeb ich był wyjątkowo wspaniały, Diano. Uważam, iż daleko romantyczniej jest zakończyć powieść pogrzebem niż weselem.”
Od teraz w każdej emo dziewczynce i w każdej autorce opowiadanio – bloga będę widziała Anię z Zielonego Wzgórza.
Ludzie się nie zmieniają.
Lepiej spłonąć na stosie z ukochaną osobą jak bohater filmu “Kult”
z Nicholasem Cagem…. tylko że on sam w tym specjalnym słowiańskim misiu ofiarnym odszedł w płomieniach……
Zarówno święci jak i cheretycy byli paleni na stosach….
A mi się to marzy na żywca…. byle z kimś odważnym…..
Czyż ogień nie oczyszcza….
ależ w najmniejszym kawałeczku nie ulegają zmianie. ogromnieje tylko stopień aprobaty i teraz Ania spokojnie mogłaby stanąć pod sceną podczas koncertu, skrobiąc się żyletkami.
Jeżeli uważasz, że stopień aprobaty ogromnieje, to znaczy, że jednak się zmieniają, prawda?
Ale jeśli chodzi o mnie – on się wcale nie zmienia. W wypadku Ani reakcje otoczenia były mniej więcej te same, co teraz w wypadku emo dziewcząt, może tylko mniej przesycone agresją… Chociaż z drugiej strony nie ma tam ani słowa o istotach dwa – trzy lata od niej starszych, a jeśli chodzi o emo, to takie właśnie osoby największą agresję przejawiają.
Nie wspominając już o tym, że Ania mimo wszystko w życiu by się żyletkami nie skrobała