Notka o zupełnie czym innym mi się szykuje, nawet ze dwie, jeśli mam być szczerą, ale czuję wewnętrzną potrzebę obwieszczenia światu, że mój panteon rozszerzył się po raz kolejny.
Kurde, po prostu na to spójrzcie. Po prostu to przeczytajcie.
“Osiągnęła zatem sukces: z głuchym tąpnięciem, w huraganach gorących i zimnych, pachnących i cuchnących wiatrów, na jej obłąkańczy krzyk – odmieniały się nieba nad Miastem, pojawiały się i znikały słońca, księżyce, gwiazdy, astronomicznej wielkości sztuczne konstrukcje, nadhoryzontalne geometrie lodu, kamienia i tajemnych tworzyw cywilizacji umarłych przed milionami lat.
Za pierwszym razem, balansując na krawędzi depresji i już przykładając do nadgarstka ostry jak brzytwa ułamek ulicznego witraża, przecwałowała tak na grzbiecie Miasta przez tuzin planet, pół tuzina miejst planetami nie będących; do rytmu przeszywającego uszy lamentu rozpościerały się przed nią straszne krajobrazy wszechświata, jeden zastępujący drugi. Ula zaisnęła powieki, zatkała sobie uszy. Dłoń z kryształem drżała, wciskając poszarpane ostrze głębiej w skórę. Czy rzeczywiście byłaby zdolna podciąć sobie żyły? Cóż, na tym ta gra polega: gdyby to nie działo się naprawdę, gdyby Zuzanna tylko udawała, klejnot nie miałby czego wzmacniać. Taka jest różnica między przygodą a lsnem o przygodzie.”
Jacek “przeintelektualizowany” Dukaj, “Córka łupieżcy”
Przepiękna jest ta książka. Pod kątem czysto plastycznym. A trzeba wam wiedzieć, że ja nigdy nie lubiłam opisów.
Ją też zresztą zawdzięczam naszej siostrze wraz z mężem, można powiedzieć, że na otarcie łez po Yarze (faktycznie, kontrast potęguje efekt; nie wyobrażacie sobie jak fajnie jest zanurzyć się w takich opisach po cholernym pluszowym smoku, kruczorudych włosach, tonięciu po kolana, i tych wszystkich do bólu prostych i nieskomplikowanych zdaniach, po tych słowach trywialnych przerzucić się na wieże, kryształy, witraże, światła, dymy i ażury Miasta). I mam ją. Na własność. Moją “Córkę łupieżcy”. I nie oddam.
I znów nie moje słowa czytać będziecie
maj 13, 2009 autor: charleene
A czy to Twój pierwszy kontakt z Dukajem? Bo jeżeli tak, to polecam np. “Katedrę”, a jeżeli nie, to pozostaje zapytać, czy “Córka łupieżcy” jest “pod kątem czysto plastycznym” jeszcze lepsza od jego innych dzieł.
Drugi. Najpierw była “Perfekcyjna niedoskonałość”, którą absolutnie nie byłam zachwycona, od niej zresztą zaczęłam mówić o przeintelektualizowanym Dukaju. I tak, “Córka łupieżcy” jest lepsza. Pod każdym kątem :]